Do obejrzenia poprzednich treści zapraszamy na blog

Internet to nie tylko dobro ale także zagrożenie dla dzieci i nastolatków dlatego polecamy: 
RODZICE PRZECZYTAJCIE:

1. Dzieci w wirtualnej sieci

2. Nastolatki w wirtualnym tunelu

≈≈≈≈≈

 

„Nie ma dzieci- są tylko ludzie”  o konsekwencji w wychowaniu  
„Nie ma dzieci- są ludzie…” Janusz Korczak

Będąc rodzicami odpowiadamy za wychowanie naszych pociech.

        Pragniemy, aby wyrosły na ludzi odpowiedzialnych, silnych, dobrych i uczciwych. Ale czy sami jesteśmy uczciwi i dobrzy wobec naszych dzieci? Dobre wychowanie powinno zawsze dążyć do prawidłowego rozwoju osobowości i charakteru dziecka. Wszelkie działania rodziców i opiekunów dziecka powinny być przemyślane, ale co najważniejsze-powinny być oparte o stałość i konsekwencję.
        Nie wystarczy jednak być konsekwentnym wobec dziecka i jego złych zachowań. Przede wszystkim należy zacząć od siebie, rodzic powinien zadać sobie pytanie, „Czy jestem konsekwentny wobec siebie? Czy dotrzymuję danych sobie obietnic?” Pracując nad swoim charakterem i konsekwencją wobec siebie łatwiej nam będzie rozumieć potrzebę stałości i bycia konsekwentnym wobec zachowań dziecka będącego pod naszym bezpośrednim wpływem wychowawczym.
        Janusz Korczak powiedział, że „nie ma dzieci- są tylko ludzie”. Ten cytat uświadamia nam, że dziecko ma takie same prawa i obowiązki w pewnych kwestiach, jak dorośli. Uważam, że ponoszenie konsekwencji za swoje działania jest jedną z tych kwestii. Dziecko jest istotą, która nie ma takiej wiedzy o świecie, jak dorosły opiekun. Łatwo ulega chwilowym zachciankom, bywa impulsywne, kieruje się często emocjami. Naszym zadaniem jest postawienie jasnych oraz stałych granic i wymagań, aby kształtować charakter naszej pociechy.  Dziecko powinno wiedzieć, jakie będą naturalne następstwa jego poczynań: jeśli zepsuje zabawkę- nie będzie jej miało

   Żyjąc w ciągłym pędzie, w ciągłym stresie i napięciu rodzice często są nerwowi, zmęczeni i niecierpliwi. Wystarczy wtedy mały zapalnik, aby napięcie rodzica przeszło na inny tor i odbiło się na dziecku, które w zasadzie nie jest źródłem frustracji rodzica. Takie zachowanie dorosłej,  mądrej i odpowiedzialnej osoby jest niedopuszczalne.  Dorosły człowiek zdaje sobie sprawę ze swoich emocji, dziecko niestety nie. Działając pod wpływem emocji rodzic może ulec pokusie przekroczenia granic w stosunku do stosowania kar wobec dziecka i jego niepożądanych zachowań. Zdaję sobie sprawę, że trudno jest być spokojnym, cierpliwym i opanowanym po całym dniu pracy, gdy jeszcze w domu czeka na nas wiele obowiązków, a głowę mamy pełną zmartwień i problemów. Jednak pozwalając sobie na emocjonalne wybuchy narażamy siebie na brak autorytetu u dzieci, a także narażamy nasze dzieci na lęk, strach przed naszymi nieprzewidzianymi reakcjami, czy zachowaniami i na życie w ciągłej niepewności.

        Konsekwencja w działaniach wychowawczych powinna być poparta przemyślanymi działaniami. Jeśli będziemy konsekwentni w nagradzaniu i karaniu- dziecko ma szansę wypracować prawidłową samoocenę, pozytywne postawy społeczne, samo będzie w przyszłości słowne i uczciwe. Ale czym jest konsekwencja w nagradzaniu i karaniu? Otóż jeśli za to samo przewinienie rodzic jednego dnia surowo ukaże swoją pociechę, mimo, że dzień wcześniej serdecznie śmiał się z tego samego zachowania- dziecko wpadnie w pułapkę niepewności. Nie będzie wiedziało, jakiej reakcji rodzica może się spodziewać, czy zostanie nagrodzone wybuchem radości, czy może wybuchem gniewu. Taka niepewność wzbudza w dziecku brak poczucia stałości, brak poczucia bezpieczeństwa i równowagi. Dlatego ważne jest, aby rodzic sam zastanowił się, co jest dla niego niedopuszczalne i zasługuje na karę, a jakie zachowania będą do zaakceptowania.
        Niezwykle istotna jest nagroda, bo jeśli będziemy stosowali wyłącznie kary wobec dziecka- możemy narazić naszą pociechę na niską samoocenę oraz brak wiary we własne możliwości. Najistotniejsza jest stałość w uczuciach. Musimy pamiętać, że nie karzemy dziecka, ale jego złe, niepożądane zachowanie.  Jak to robić? Wyjaśnianie dziecku przyczyny otrzymania kary i poniesienia konsekwencji złego zachowania zaczynajmy od słów pozytywnie określających osobę dziecka: „Kocham cię, ale nie podoba mi się, że…”, „Jesteś wspaniałym dzieckiem, ale nie lubię, kiedy robisz…”. Dziecko otrzymując karę powinno wiedzieć, że jest kochane i akceptowane, a wyłącznie jego działania są nie do przyjęcia przez konsekwentnego rodzica, który jeśli raz powiedział „NIE”, to drugi raz również powie „NIE”.
        Jako filary kształtowania osobowości naszych dzieci, musimy być stali, konsekwentni i nieugięci w wytyczaniu mądrych granic nie tylko dzieciom, ale i sobie. Dzieci obserwują nasze zachowania i na ich podstawie również uczą się postępowania. Jeśli rodzic łamie przepisy drogowe, to czy dziecko nie będzie tego robić? Jeśli nagradzamy dziecko- a zachęcam, aby robić to jak najczęściej wzmacniając pozytywne zachowania,  to również wyjaśniajmy za co jest nagradzane, które zachowanie jest akceptowane i doceniane. Jednak pamiętajmy, aby posługiwać się konkretami. Dla dziecka hasło „Byłeś grzeczny” nie wiele mówi. Natomiast stwierdzenia „Nie rozmawiałeś głośno w kościele podczas mszy, nie kręciłeś się i to mi się podoba”, „podzieliłeś się zabawką z młodszym bratem i to jest dobre” itp. są stwierdzeniami konkretnymi, jasnym i pokazującym dziecku, co jest dobre, a co złe.

        Stosując mądre konsekwencje w nagradzaniu i karaniu mamy szansę wychować mądrego, odpowiedzialnego, wrażliwego i dobrego człowieka, który być może w przyszłości będzie filarem dla swoich rodziców w jesieni ich życia.

 

Jak zachęcać dziecko do współpracy?

        Rodzicom zależy na tym, by ich dzieci były posłuszne, czyli – w powszechnym przekonaniu - wykonywały ich polecenia, zachowywały się w określony sposób. Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zachęcać dzieci do współpracy, powinniśmy sobie na początku zdać sprawę z tego, że nasze potrzeby bardzo często nie pokrywają się z potrzebami dzieci. To nam dorosłym przeszkadza bałagan. To my mamy potrzebę porządkowania przestrzeni wokół siebie. Potrzeba sprzątania u dziecka natomiast pojawia się dopiero ok. 13. roku życia, gdy zaczyna mu zależeć na opinii rówieśników, którzy odwiedzają je w domu. Małe dzieci sprzątają, bo naśladują swoich rodziców – bawią się w dorosłych. Na tym etapie warto stworzyć im możliwość współuczestniczenia w obowiązkach domowych. Wspólne sprzątanie przerodzi się w przyszłości w ich naturalną potrzebę.
        Uświadamiając sobie niezgodność potrzeb naszych i dzieci, możemy zastanowić się, jak postępować, by jednak osiągnąć nasz cel. Czasem rodzice stosują różne sposoby, by "zmusić" dziecko do wykonywania poleceń – stosują metody oparte na sile i władzy: krzyczą, rozkazują, przekupują, prawią morały, porównują z innymi, "grzeczniejszymi" dziećmi itp. Metody te, choć w danym momencie okazują się bardzo często skuteczne, w dłuższej perspektywie przynoszą więcej szkody niż pożytku. Przede wszystkim pokazują dziecku, że jako "słabsze" przegrywa, że rodziców do sukcesu prowadzą metody oparte na sile i nie liczeniu się z uczuciami drugiej strony. W dziecku, mimo że będzie wykonywało polecenie, narastać może bunt i wewnętrzna niechęć do wykonywania konkretnej czynności. 
        Przypilnowane przez rodzica wykona zadanie, ale "spuszczone z oka" z dużym prawdopodobieństwem "zapomni" o nakazach. Jeśli celem rodzica jest więc sprawienie, by dziecko zrozumiało, że warto coś robić, bo to jest również dla jego dobra, to cel ten nie jest możliwy do osiągnięcia tymi metodami.

        Zadaniem rodzica jest przekonanie dziecka, zachęcenie do współpracy, aby w konsekwencji mogło ono zrozumieć i w przyszłości przyjąć konkretne zasady jako własne, których chce przestrzegać, a nie tyko musi, bo grozi mu kara, krzyki bądź inne formy przymusu. Bardzo często rodzice wybierają właśnie tę drogę. Tłumaczą i przekonują swoje dzieci różnymi sposobami. Czasem się udaje. Czasem jednak te próby okazują się nieskuteczne. Zastanówmy się, co może być tego przyczyną i jak można to zmienić.
        Wychowywanie i uczenie dziecka zasad i pożądanych zachowań nie odbywa się w specjalnie do tego wyznaczonym czasie i miejscu, ale codziennie, w każdej minucie kontaktu z dzieckiem, poprzez każdy gest, zachowanie czy słowo. Rodzice są dla dzieci przede wszystkim wzorem do naśladowania, warto o tym pamiętać. Jeśli chcemy nauczyć dziecko, że przed jedzeniem myje się rączki, sami pokażmy mu, że przestrzegamy tej zasady. Niech wspólne mycie rąk stanie się początkiem budowania wewnętrznej zasady dla dziecka. Popełniany czasem błąd to próby przekonywanie dziecka do wykonania naszego polecenia w sytuacji, gdy już narósł konflikt. Jeśli w trakcie sprzeczki będziemy próbować je zachęcić do współdziałania, z dużym prawdopodobieństwem skazujemy się na porażkę. Dziecko w silnych emocjach nie jest w stanie słuchać naszych argumentów, nawet tych najbardziej trafnych i przekonujących. Widząc własną bezsilność, my również możemy zacząć się złościć, a co za tym idzie, możemy zacząć stosować metody, które raczej będą wzmagać opór dziecka niż go przełamywać np. podniesiemy głos, zmienimy wyraz twarzy. Wzmaga to nerwową atmosferę i sprawia, że obu stronom trudno się porozumieć, bo nie są w stanie nawzajem się słuchać. Warto uświadomić sobie i zaakceptować fakt, że nasze nakazy lub zakazy mogą powodować w dziecku niechęć, złość. My dorośli przecież też nie lubimy ograniczeń, które są nam stawiane w różnych sytuacjach. Dzieciom jest trudniej, bo one dopiero uczą się radzić sobie z przeżywanymi uczuciami.
        Inną przyczyną trudności w zachęcaniu dziecka do współpracy mogą być niejasne lub nieprecyzyjne komunikaty dotyczące naszych oczekiwań, które kierujemy do dziecka. Mówimy np. "zrób porządek" lub "bądź grzeczna". Co to znaczy? Kierując taki komunikat, mamy wyobrażenie tego, jak powinno być wykonane nasze polecenie. Dziecko tego nie wie. Ono dopiero uczy się, co to znaczy robić porządek lub być grzecznym – pomóżmy mu w tym. Mówiąc o naszych oczekiwaniach, warto używać słów – kluczy, takich jak:
- oczekuję, że…
- zależy mi na tym, żebyś...
- potrzebuję twojej pomocy w...
- chcę, żebyś...
        Właściwie formułowane komunikaty pomagają dzieciom robić to, czego od nich oczekujemy. Dzięki nim wiedzą, jakie zachowania są pożądane, a jakie nie. Jeśli zależy nam, by dziecko posprzątało w swoim pokoiku, powiedzmy mu konkretnie, czego oczekujemy np. "zależy mi na tym, żebyś wszystkie klocki powrzucał do pudełka, a misie posadził na półeczce". Podobnie w przypadku oczekiwania "bądź grzeczny" powiedzmy o konkretach np. "chcę, żebyś w przedszkolu słuchał pani i wykonywał jej polecenia".
        Często zastanawiamy się, jak powinna wyglądać skuteczna komunikacja, szczególnie w odniesieniu do dzieci. Oto kilka wskazówek, na co warto zwrócić uwagę:
• Czas
     Gdy rozmawiasz z dzieckiem, koncentruj się tylko na tym. Nie angażuj się w inne zajęcia, ale też przerwij te aktualnie wykonywane.
• Kontakt wzrokowy
     Schyl się do poziomu małego dziecka lub kucnij, patrz w jego oczy zarówno, gdy do niego mówisz, jak również wtedy, gdy ono mówi
     do Ciebie.

• Bliski kontakt
     Zwróć się całym ciałem w kierunku dziecka – odwróć się do niego, podejdź bliżej, usiądź obok.

        Pamiętajmy również o tym, by doceniać każdy przejaw dobrego zachowania dziecka i wykonanie polecenia. Dzieci lubią robić te rzeczy, które sprawiają przyjemność ich rodzicom. Okazujmy im zatem naszą radość z powodu konkretnego zachowania czy osiągnięcia. Pochwały mają nieocenioną moc w zachęcaniu dzieci do współpracy.

Dlaczego nie warto zmuszać dziecka do jedzenia?

        Rodzice są w stanie niemal stanąć na głowie, by ich dziecko zjadło jeszcze jedną łyżeczkę zupy. Opowiadanie historii, czytanie książek, oglądanie bajek, przekupywanie słodyczami – to tylko lżejsze metody, które mają za zadanie sprawić, by dziecko się najadło (tzn. zjadło tyle, ile dorosłemu wydaje się, że powinno). Mało kto zdaje sobie sprawę, że te wszystkie wysublimowane sposoby nakłaniania do jedzenia są tak naprawdę formą przemocy. Dlaczego nie warto zmuszać dziecka do jedzenia?
Dlaczego jedzenie jest tak ważne?
        Nie mam wątpliwości, że działaniom rodziców przyświecają jedynie troska i dbałość o zdrowie dziecka. Przez wiele lat dobry apetyt był synonimem zdrowia i dobrego funkcjonowania. I choć u dorosłych cenimy szczupłą sylwetkę i umiejętność opierania się pokusie, to podświadomie wydaje nam się, że małe dziecko powinno być rumiane, pulchniutkie i umazane czekoladą.
        Jesteśmy w zasadzie pierwszym pokoleniem, które dorastało w czasach względnego dobrobytu. Nasi rodzice pamiętają puste półki w sklepach w czasach PRL-u, dziadkowie czas drugiej wojny światowej. Wtedy nic się nie mogło zmarnować. Dla dzieci zostawiało się najlepsze kąski, często kosztem własnego posiłku. Dlatego żeby nadrobić te “pokoleniowe braki”, chcemy dać naszym dzieciom to, co najlepsze. Nawet jeśli to więcej, niż są one w stanie przyjąć.
        Dla wielu matek (rodziców!) przygotowanie posiłku jest też wyrazem troski okazywanej członkom rodziny. To ich osobisty trud i wysiłek. Dlatego fakt, że dziecko odmawia zjedzenia posiłku, często (nawet w sposób nieuświadomiony) traktowany jest jako osobista zniewaga.
Zmuszanie do jedzenia jest formą przemocy?
        Większość problemów z jedzeniem zaczyna się w momencie rozszerzania diety. Dopóki niemowlę spożywa tylko mleko, jesteśmy w stanie zaufać mu w kwestii regulowania jego apetytu. Większość matek raczej uskarża się na maluchy “wiszące na piersi” niż takie, które mlekiem gardzą.
        W momencie rozszerzania diety przestajemy jednak ufać dziecku i zaczynamy spoglądać w tabelki. Mimo iż aktualne oficjalne rekomendacje brzmią: “Rodzic decyduje o tym, co dziecko zje, a dziecko – ile (i czy w ogóle) zje”, ciężko nam tak zupełnie wyłączyć kontrolę i zdać się na dziecięcy apetyt. Pół biedy, jeśli malec plasuje się dobrze w siatkach centylowych. Jeżeli jednak jest poniżej 50. centyla, niepokój rodzica wzrasta podwójnie. Patrząc na dzieci, zapominamy o tym, że mają prawo mieć różną budowę i różne potrzeby – zupełnie jak dorośli.
        Tymczasem dziecko nie ma pojęcia o zaleceniach lekarza, o siatkach centylowych i o wymaganiach, które są wobec niego stawiane. Małe dziecko potrzebuje jedzenia, by żyć, poruszać się i rosnąć. Dlatego to, co robi rodzic, jest dla niego kompletnie niezrozumiałe. Świetnie opisuje to Carlos Gonzales w swojej książce “Moje dziecko nie chce jeść”:
        “Dla niemowlęcia matka jest wszystkim. (…) Od pewnego czasu jednak coś jest nie tak. Dziecko płacze, bo za dużo zjadło, a matka, zamiast wysłuchać go jak zawsze, zmusza je, by jadło jeszcze więcej. I za każdym razem jest coraz gorzej: łagodne początkowo nalegania szybko przechodzą w krzyki, płacze i groźby. Twoje dziecko nie może pojąć, dlaczego tak się dzieje. Nie wie, czy zjadło więcej czy mniej, niż napisali w książce, niż powiedział pediatra, niż zjada dziecko sąsiadki. Nie słyszało o wapniu, żelazie ani o witaminach. Nie rozumie, że robisz to wszystko tylko dla jego dobra. Wie tylko, że od takiej ilości jedzenia boli je brzuszek, a mimo to wciska mu się jeszcze więcej. Dla niego takie zachowanie matki jest równie niezrozumiałe, co bycie czy wystawiane na noc nago na balkon. Wiele dzieci spędza całe godziny, czasem nawet sześć godzin dziennie, “jedząc”, a dokładniej walcząc z matką nad talerzem pełnym jedzenia. Dziecko nie wie dlaczego. Nie wie, ile to potrwa (innymi słowy, wydaje mu się, że całą wieczność). Nikt nie przyzna mu racji, nikt nie doda otuchy. Osoba, którą kocha najbardziej na świecie, jedyna osoba, której może zaufać, najwyraźniej zwróciła się przeciwko niemu. Cały jego świat rozpada się na kawałki”.
        Normy, tabelki, zalecenia, grafiki – to wszystko są uśrednione liczby, które dla małego dziecka nic nie znaczą. Najbardziej kalorycznym posiłkiem, jakie może dostać niemowlę, jest mleko mamy. Cała reszta to pokarmy uzupełniające.
Jeśli chodzi o starsze dzieci, warto zaufać ich intuicji. Stosowanie szantażu, przekupstwa czy włączanie telewizji może zadziałać doraźnie. Warto jednak wziąć pod uwagę fakt, że poza odżywianiem, swoim zachowaniem kształtujemy w dzieciach także pewne wzorce i nawyki żywieniowe, z których będą korzystały przez całe życie. Karmienie na siłę w dłuższej perspektywie przyniesie więcej szkody niż pożytku – dziecko nie będzie potrafiło kontrolować swojego ośrodka głodu i sytości, przez co w późniejszym latach będzie narażone na otyłość lub na zaburzenia łaknienia takie jak bulimia czy anoreksja.
Co zrobić, gdy dziecko faktycznie nie chce jeść?
     • Przede wszystkim warto przeanalizować, co to znaczy, że dziecko nie chce jeść.
       Nie je warzyw, owoców, zup? Często rodzicom wydaje się, że w trakcie posiłku dziecko nic nie je, a tymczasem kiedy gruntowanie przeanalizują to, co zjadło w trakcie dnia, okaże się, że było tyle przekąsek w tzw. międzyczasie, że nic dziwnego, że malec odmawia dalszego jedzenia. Dlatego w pierwszej kolejności warto przyjrzeć się temu, co dziecko je w ciągu dnia: niewinny banan, soczek, wafelki ryżowe, choć zdrowe, mogą być bardzo sycące. Może warto zrezygnować z przekąsek?
     • Podczas posiłków nie ma sensu karmić dziecka, zabawiać, podsuwać mu różne dystraktory.
       Malec powinien nauczyć się jeść świadomie. Jeśli uzna, że skończył posiłek, nie warto namawiać go do dodatkowych kęsów. Jeśli dziecko nic nie zjadło, można upewnić się, że rozumie, że następnym posiłkiem będzie na przykład kolacja. Starajmy się nie oferować produktów alternatywnych, a już na pewno nie niezdrowych przekąsek, byleby dziecko zjadło cokolwiek.
     • Stosowanie różnych parafarmaceutyków, “by niejadek zjadł obiadek”, to również nie najlepsze wyjście.
       Pomijając wątpliwy skład tego typu syropków, uważam, że jest to po prostu niehumanitarne. Uciekanie się do podstępu i faszerowanie dziecka substancjami na pobudzenie apetytu to zwyczajna manipulacja i wykorzystywanie swojej przewagi i siły. Zanim uciekniemy się do takich metod, warto zadać sobie pytanie, czy chciałabym (lub chciałbym), żeby mnie ktoś podtuczał bez mojej wiedzy i zgody. Poza tym nie zbadano długoterminowych skutków podawania takich ‘’lekarstw”. Nie wiadomo, czy swoim działaniem nie upośledzą ośrodków głodu i sytości, co może spowodować poważne zaburzenia łaknienia w przyszłości. Jednocześnie fałszywa poprawa apetytu może zaburzyć postawienie prawidłowej diagnozy, w przypadku gdy niechęć do jedzenia faktycznie jest objawem jakiejś choroby.
     • Nie szantażuj, nie przekupuj, nie nagradzaj.
        Warto trzymać się maksymy: “Jemy, aby żyć, nie żyjemy, aby jeść”.
     • Zważ!
        Doskonałym pomysłem wydaje mi się propozycja dr. Gonzalesa. Oto prosty eksperyment, który ma za zadanie dowieść, że dziecko nie jest w stanie zagłodzić się na śmierć. Jak to zrobić? Wystarczy je zważyć. Następnie pozwolić mu jeść tak, jak ma w zwyczaju (trzymając się zalecenia, że rodzic decyduje co, a dziecko ile). Po tygodniu zważyć dziecko ponownie. Jeśli nie straciło na wadze więcej niż kilogram, nie należy się przejmować (wahania do 1 kg są zupełnie fizjologiczne i związane np. z wydalaniem).
        Oczywiście zdarzają się sytuacje, gdy brak apetytu lub niechęć do spożywania określonych pokarmów jest zwiastunem jakiegoś głębszego problemu. Ale z reguły niechęć do jedzenia nie jest wtedy jedynym symptomem i widać problemy także w innych aspektach funkcjonowania. Warto wtedy dla pewności sprawdzić dziecku poziom żelaza, by wykluczyć anemię, i/lub przepadać je pod kątem zaburzeń integracji sensorycznej.
        Zachęcając do zjedzenia “jeszcze jednego ziemniaczka” i “jeszcze gryza bułeczki”, a także robiąc z jedzenia narzędzie kontroli, możemy poważnie zaszkodzić zdrowiu dziecka a polskie dzieci są jedynymi z najszybciej tyjących w Europie! Na pewno duży wpływ na to ma niska jakość spożywanych posiłków (słodycze, słone przekąski, gazowane napoje, fast foody proponowane, by dziecko zjadło “cokolwiek”) i niewystarczająca ilość ruchu, ale ważnym czynnikiem jest tu właśnie przekarmianie. Jako rodzice zapominamy, że maluchy, zupełnie jak dorośli ludzie, mogą mieć różne apetyty i różne zapotrzebowania kaloryczne.
        Żywienie dziecka jest obarczone presją społeczną. To, czy “ładnie je”, to w oczach wielu osób osobista zasługa matki. Dlatego tak bardzo zależy nam na tym, by nasze dzieci były dobrze odżywione – świadczy to o nas jako o rodzicach: o naszym statusie materialnym, zdrowiu, dobrobycie czy nawet umiejętnościach kulinarnych. Być może nawet nie uświadamiamy sobie tego, ale zależy nam na tym, by być pozytywnie ocenianym. Nie dajmy jednak wpędzić się pułapkę – priorytetem jest tu zdrowie i dobre samopoczucie naszych dzieci.

Inne w domu, inne w przedszkolu.

        Bywa, że w czasie rozmów indywidualnych nauczycielki z rodzicami wychodzi na jaw, że dziecko zupełnie inaczej zachowuje się w domu a inaczej w grupie przedszkolnej. Rodzice i nauczycielka mogą odnieść wtedy wrażenie, że rozmawiają o dwóch zupełnie innych osobach; okazuje się bowiem, że dziecko ciche i spokojne w domu – w przedszkolu za żadne skarby nie chce podporządkować się grupowym zasadom. Bez przerwy protestuje albo zaczepia inne dzieci. Można sobie wyobrazić zdziwienie mamy, gdy słyszy od nauczycielki, że to właśnie jej grzeczne w domu dziecko – „rozkłada pracę w grupie”. Bywa też odwrotnie; mama nie może się nadziwić, że jej dziecko słucha pani, grzecznie się bawi, chętnie pomaga pani i innym dzieciom, sprząta po sobie zabawki! W domu natomiast „ nie ma na niego sposobu”, zazwyczaj ma odmienne zdanie niż rodzice, rzadko ma ochotę na wykonywanie prac porządkowych ze swoimi zabawkami.
        Zarówno rodzice jak i nauczycielka często interpretują taką różnicę w zachowaniu dziecka jako wynik nieodpowiedniego postępowania tej drugiej strony. Rodzice zapewne z oburzeniem podejrzewają wymuszanie posłuchu za pomocą lęku, a wychowawczyni podejrzewa rodziców o nadmierne rozpieszczanie i wyręczanie dziecka w domu.
Teoretycy wychowania wzywają tu do ujednolicenia wymagań wobec dziecka adekwatnie do jego wieku, przez wszystkich, którzy się nim zajmują. W wielu kwestiach zasadę tę trudno podważyć. Z pewnością widok babci, która mimo bólu w krzyżu schyla się do stóp wnusia, choć on już od kilku lat radzi sobie z wiązaniem butów (gdy musi), nie jest widokiem budującym. Ale cóż - już takie wyjątkowe i kochane są te nasze babcie, którym ciągle się wydaje, że wnusio jest nadal rocznym maleństwem.
        Nasz zdrowy rozsądek potrafi jednak wyjaśnić tę sytuację. Przecież mama, czy babcia pełnią inną rolę w życiu dziecka niż pani z przedszkola. Także i sytuacja w domu jest inna niż w przedszkolu. Tylko pozornie słuszne wydaje się, by oczekiwać od dziecka tego samego w obu sytuacjach. Nawet człowiek dorosły wymaga od siebie sprostania pewnym regułom w pracy, a zwalnia się z nich w domu. Każdemu z nas potrzeba sytuacji, w której możemy się sprawdzić, ale pod warunkiem, że w innych warunkach będziemy mogli mniej się starać i trochę rozluźnić, a nawet popełnić jakiś błąd. Nawet dwulatek potrafi się nauczyć, że co innego wolno przy mamie, co innego przy babci.
        Podporządkowanie się poleceniom wychowawczyni, normom grupy czy powstrzymywanie się od kapryszenia wymaga od dziecka już pewnej dojrzałości. Niektóre z hałaśliwych, przekornych przedszkolaków to dzieci, które walczą w ten sposób o swoją indywidualność. Pragną one za wszelką cenę, nawet cenę kary, odróżnić się od pozostałych dzieci. Czują się zaniepokojone tym, że wszystkie zabawki w sali są wspólne. Jest to dla nich ogromny chaos, jeśli świata nie da się uporządkować na rzeczy „moje” i „nie moje”. Ich dramat polega na tym, że wolą być nie lubiane i karane niż traktowane jak wszystkie inne dzieci w grupie. Przeżywają bowiem wtedy niepokój, że są niezauważane, nieważne, niemal nie istnieją. Wydaje im się, że w grupie zatraca się ich indywidualność, odrębność. Takiemu dziecku można pomóc, pozwalając możliwie najczęściej decydować po swojemu. Na przykład pozwólmy mu samodzielnie wybrać ubranko do przedszkola, sok na półce w sklepie, książkę, której chciałoby posłuchać na dobranoc. Dużą rolę może tu odegrać włącznie dzieci do „prac kulinarnych” lub plastycznych. Jest to okazja, aby dziecko wykazało swój temperament, pomysłowość. Nabiera też pewności, że nie wszystko zależy od dorosłych. Po jakimś czasie dziecko po-czuje się pewniej i zacznie szukać naturalnej przyjemności w przynależeniu do grupy innych dzieci. Chłopiec będzie chciał z innymi kolegami budować z klocków, a dziewczynka wspólnie z innymi będzie bawiła się w dom.
        Bywa też odwrotnie, że dziecko w domu wobec rodzeństwa agresywnie walczy o swoją indywidualność, natomiast w przedszkolu jest spokojne, wyciszone, opanowane – wręcz grzeczne.
        Część dzieci, zupełnie jak dorośli w pracy, znajduje w przedszkolu jakąś odskocznię od domowych napięć. Dziecko przecież przeżywa dużo bardziej, np. napięcie między rodzicami lub chorobę kogoś najbliższego. To tylko nam dorosłym wydaje się, że dziec-ko jest małe i „ono tego nie rozumie”, tymczasem dziecko jest doskonałym obserwatorem i rozumie więcej niż myślimy. A że czasem dziecko nie umie wytłumaczyć co dookoła jest „nie tak”, jego lęk wzrasta, odczuwa ono jakieś zagrożenie.
Jest więc dużo powodów, dla których zachowanie dziecka w domu może być zgoła różne niż w przedszkolu. Jeżeli różnica w zachowaniu jest rażąca może być to sygnał czegoś niepokojącego. Dziecko wysyła nam informację, że w którymś z tych miejsc jest mu zbyt trudno.          Takim trudnym miejscem może też być dom.
        Pamiętajmy jednak o tym, aby dać dziecku możliwość odreagowania, odpoczynku. W domu niech odpocznie od przedszkola i odwrotnie. Oczywiście jeśli dziecko takiego odreagowania wymaga. Przecież my dorośli też wymagamy odpoczynku po pracy w zaciszu domowym, a praca pozwala nam zapomnieć o domowych kłopotach. Podobnie jest z dziećmi.
         Jeśli nie popadamy w skrajność, mając w domu nieco inne wymagania niż w przedszkolu, uczymy dziecko elastyczności i adekwatnego odróżniania wymogów sytuacji.

 

Pochwały mają moc!
        Pochwały i zachęty pomagają dziecku w kształtowaniu samooceny, dodają wiary we własne możliwości, pomagają lepiej radzić sobie z problemami, dają poczucie bezpieczeństwa. Koniecznie chwalmy nasze dzieci!
        Wszyscy lubimy, kiedy ukochane, najbliższe osoby zwracają na nas uwagę. Uwielbiamy czuć się docenieni, zauważeni, kochani. Podobnie dzieci - bardzo potrzebują uwagi swoich rodziców i domagają się jej różnymi sposobami.
        Zdarza się, że kiedy dziecko zachowuje się poprawnie, prawie nie zwracamy na nie uwagi. Myślimy "tak grzecznie się bawi, nie będę mu przeszkadzać". Zajmujemy się swoimi sprawami, a dopiero kiedy dziecko zaczyna "marudzić" albo staje się niegrzeczne, kierujemy na nie swoją uwagę. W ten sposób, zupełnie wbrew naszym intencjom, utrwalamy złe zachowanie dziecka! Dzieci reagują bowiem według zasady: "lepiej być skrzyczanym i pouczonym, niż ignorowanym". Dla dziecka taka sytuacja jest często niezrozumiała - rodzice poświęcają mu swoją uwagę tylko wtedy, kiedy "nabroi" lub zachowuje się nie tak, jak tego oczekiwano.
        Aby odnosić sukcesy wychowawcze warto zatem nauczyć się dostrzegania pozytywnych zachowań u swojego dziecka. Wymaga to większego skupienia uwagi na jego zachowaniu i włożenia nieco wysiłku w zmianę dotychczasowego sposobu reagowania.
Wbrew powszechnym opiniom, dziecko często nagradzane i chwalone stara się być jeszcze lepsze! Z drugiej strony - dziecko stale krytykowane dochodzi do wniosku, że jego wysiłki i tak nie mają sensu, skoro rodzice okazują jedynie niezadowolenie.

Jak skutecznie chwalić dziecko?

Aby chwalenie było skuteczne:
    1. Pochwały muszą być skierowane na konkretne zachowania, nie stosuj pochwał ogólnych,
    2. Nagradzaj dziecko za dobre zachowanie,
    3. Chwal każdy mały kroczek dziecka ku pożądanemu zachowaniu,
    4. Próbuj "wyłapać" dobre zachowanie u dziecka i chwal je,
    5. Pochwal dziecko kiedy zaprzestało negatywnego zachowania.
Chwaląc, pamiętaj:
    1. Opisz, co widzisz - np. "Widzę misie poukładane na półce i klocki w pudełkach",
    2. Opisz, co czujesz - np. "Przyjemnie jest wejść do twojego pokoju i zobaczyć porządek",
    3. Podsumuj godne pochwały zachowanie dziecka - np. "Cieszę się, że potrafisz sam uporządkować swoje zabawki".
Pułapki i szanse dobrej pochwały:
        • Gdy oceniamy zachowanie lub twórczość dziecka mówiąc "ładnie, ślicznie, pięknie" dziecko nie wie co tak naprawdę nam się
           podoba. Ważne, żeby nasza pochwała była opisowa i szczegółowa, a nie ogólna. Dzięki temu dziecko zobaczy, że jesteśmy
           naprawdę nim zainteresowani.
        • Unikaj takiej pochwały, w której ukryte jest przypomnienie wcześniejszego niepowodzenia dziecka - np. "No widzisz - jak chcesz,
           to potrafisz",
        • Rujnuje naszą pochwałę wyraz "ale" - np. "Cieszę się, że posprzątałeś swój pokój, ale szkoda, że ubrania nadal leżą na krześle",
        • Lepiej unikać komunikatów "Jestem z ciebie taka dumna", powiedzmy raczej: "Możesz być z siebie dumny" - dziecko wtedy
           nabiera pewności siebie.

Przykładowe ćwiczenia zabaw z dzieckiem kształtujące sfery jego rozwoju

– CZĘŚĆ I

Jak wspierać sprawność manualną?
-przede wszystkim wszelkie czynności samoobsługowe, zapinanie małych guzików, sznurowanie butów, zapinanie suwaka, nawlekanie
 korali, używanie noża i widelca,

-uczenie prawidłowego chwytu narzędzia pisarskiego, ewentualne stosowanie nasadek, uczenie właściwego kierunku kreślenia linii
 pionowych (od góry, do dołu) oraz poziomych od lewej do prawej,

-zbieranie drobnych elementów dwoma palcami jak pęsetą,
-ugniatanie prostych rzeczy: wałeczki, rogaliki,
-sprawne ruchy palcami, naśladowanie gry na pianinie, odtwarzanie padania deszczu: ulewny deszcz, drobny deszczyk,
-owijanie skakanki na dłoni przez jej obroty w nadgarstku,
-zabawy z tasiemką, sznurowadłem- przeplatanie przez otwory.

Jak rozwijać motorykę małą?
-ćwiczenia w odrywaniu małych kawałków np. kolorowego papieru, waty
-ćwiczenia w ściskaniu, wyrabianiu np. plasteliny,
-ćwiczenia w podnoszeniu różnej wielkości przedmiotów za pomocą dwóch rąk do dwóch paluszków,
-ćwiczenia w przypinaniu i odpinaniu klamerek,
-ćwiczenia w wodzeniu palcem po konturach przedmiotów,
-ćwiczenia w przesuwaniu korali po różnych kształtach,
-ćwiczenia w wykonywaniu drobnych ruchów palcami: wyścigi paluszków, witanie się paluszków,
-ćwiczenia dłoni-wymachy, krążenia, uderzenia, pocieranie o różne faktury,
-ćwiczenia w układaniu klocków w odpowiedniej kolejności,
-ćwiczenia w malowaniu i zamalowywaniu różnymi technikami (kredkami, kredą, ołówkiem, świecą, patykiem) i różnych powierzchni (różne formy papieru, tablica, na piasku),
-ćwiczenia w stemplowaniu różnymi przedmiotami pozostawiającymi ślady (np. korki, nakrętki, warzywa).

Jak rozwijać motorykę wielką?
-ćwiczenia w zachowaniu prawidłowej postawy ciała w siedzeniu i chodzeniu,
-ćwiczenia w chodzeniu na palcach, po sznurku, po kamieniach, po innych powierzchniach z różnymi fakturami,
-ćwiczenia poprawiające zachowanie równowagi i zręczności np. przekładanie woreczków z jednej obręczy do drugiej,
-ćwiczenia z piłką (odbijanie, kopania, chwytanie, rzucanie),
-ćwiczenia z balonem.